Maria Kuncewiczowa napisała „Klucze” na emigracji. Po raz pierwszy wydano je w Londynie w roku 1943. Pierwotnie miały być pisane po francusku, ale autorka zrezygnowała z tego pomysłu, gdyż, jak zwierza się w „Fantomach” :
„ przyjemność operowania słowem znika dla mnie, jeśli słowo nie jest polskie. Płowieje kolor, jałowieje smak, nie czuję zapachów, pozostaje tylko funkcja gramatyczna słowa poddana sensowi zdania” ¹
„Klucze” są rodzajem dziennika, próbą uchwycenia, zrozumienia i zapisania zdarzeń, które rozgrywały się w miesiącach poprzedzających wybuch II wojny światowej oraz w pierwszych latach jej trwania. Oczywiście wydarzenia te Maria Kuncewiczowa odbiera w wymiarze osobistym, i tak je też przekazuje, bo przecież nie o wielkie i patetyczne opisy tutaj chodzi, ale o człowieka, który mimowolnie został wplątany w wielkie historyczne wydarzenia.
Anglicy nazwali tę książkę „podróżą przez Europę w ogniu”. I rzeczywiście – towarzyszymy autorce w jej podróży, która rozpoczęła się we wrześniu ‘39r. Najpierw Warszawa, kolejno dom letni w Kazimierzu, następnie przez Lublin do granicy, potem Rumunia, Francja, Anglia i Szkocja.
Jak w fotoplastikonie obrazy przesuwają się przed naszymi oczami.
Jak przeźrocza wyświetlane przez projektor na ekranie.
„Na pokładzie wszczął się ruch. Coś wypadło z walizki… Klucze.Pierwszy od schodów domu nr 8 przy placu Trzech Krzyży; schodów, po których ogień zszedł ze strychu do piwnicy i żadnego stopnia za sobą nie zostawił.Drugi – od windy rozbitej.Trzeci – od mieszkania, gdzie pamięć mieszka bez dachu.Czwarty klucz – od nietkniętego paryskiego pokoju.”
Każdy adres – to tylko miejsce tymczasowego postoju, to jedynie następny przystanek w podróży, kolejny klucz. Klucz do próżni. Kolekcja nieustannie powiększa się o coraz nowsze egzemplarze. A właściciele tych kluczy – nie potrafią odnaleźć punktu zaczepienia, ciągle gdzieś pomiędzy, wszędzie obcy. Bez końca przeżywają chaos i nonsens rzeczywistości.
Autorka doskonale opisuje, jak postrzegano wybuch wojny w poszczególnych krajach, tą niefrasobliwość, z jaką na początku przyjmowano światowy kataklizm, jak bardzo chciano oddalić od siebie rzeczywistość:
W Kazimierzu:
„ Zapadł wieczór, zapachniały tytonie, spuściliśmy czarne papierowe rolety i – wyłączywszy radio – po raz naprawdę ostatni, udaliśmy, że nic nie wiemy o wojnie, spokojnie nam tu, spokojnie”
W Paryżu:
„ Bukiniści nad Sekwaną nie zamknęli swoich magicznych skrzyń, antykwariusze nie uprzątnęli wystaw, kobiety nie przestały podlewać doniczek w mansardowych oknach. Hale były pełne rzodkiewek, bzów, połci mięsnych i truskawek. Pieski na smyczach drobiły po Wyspie Św. Ludwika, zadzierając nóżki pod topolami, które szumiały gadkę o brodatym litewskim pielgrzymie”
I jeszcze jeden charakterystyczny cytat z Paryża:
„ Siwa Francuzka kiwała głową w zadumie:-Nie można bronić Paryża… Nie wolno niszczyć Paryża…- A Warszawa? – pytano- Oni tam nie mieli Notce Dame. (…)- Oni nie mieli Notce Dame? A kościół na Lesznie? A na Nowym Mieście?- Nie były z pewnością takie piękne.”
„Klucze” to bardzo osobista kronika trudnych czasów. Może czasami zbyt patetyczna, jak w rozdziale zatytułowanym "Poranek w Komedii" poświęconym porankowi polskiemu w Comédie-Française, gdzie autorka m.in. porównuje orła polskiego do pelikana. Być może także zawierająca niepotrzebne wtrącenia w obcych językach ( niektóre brzmią rzeczywiście zabawnie - "I'm so glad, że nie lubi on bawić się przy dziadziu" albo "Może to i ładne, ale bardzo funny" ). Wiem jedno - mnie wszystkie niedostatki rekompensuje to, że Maria Kuncewiczowa naprawdę potrafi pięknie opisywać rzeczy utracone, nigdy nieistniejące lub niewarte istnienia. Podejmuje tematy bolesne i trudne. Bardzo podoba mi się jej styl pisania - określiłabym go mianem - elegancki, lubię także zdrowy dystans autorki zarówno do siebie, swoich rodaków jak i do cudzoziemców.
Kolejne udane marcowe spotkanie z Marią :)
Kolejne udane marcowe spotkanie z Marią :)
***
Przepraszam za chaos moich przemyśleń i za mnogość cytatów. Chciałam bardziej emocjonalnie, więcej "od siebie", zupełne się nie udało, ale okazuje się, że nie potrafię inaczej – nie jestem w stanie napisać o "Kluczach” tak, aby nie zapożyczać słów autorki. Nie umiem przekazać w pełni tego, co bym chciała, tylko i wyłącznie swoimi słowami.
____________¹ Maria Kuncewiczowa "Fantomy",PAX, Warszawa 1975
_____________
Maria Kuncewiczowa
"Klucze"
Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1989, str.201.
____________
_____________
Cytaty wyśmienite i wcale nie miałam wrażenia nadmiaru! Najbardziej zachwycił mnie ten o reakcji mieszkańców Paryża na wojnę, zaczynający się od bukinistów.
OdpowiedzUsuńZachwyt Kuncewiczowej nad polszczyzną tłumaczy dbałość z jaką pisała swoje książki. Często czytając jej prozę mam wrażenie, że to poezja. Te angielskie wtręty rzeczywiście dziwią. :(
Chaosu, o którym piszesz, w Twojej recenzji też nie zauważyłam - Kuncewiczowa bardzo lubiła formę otwartą i trudno o jej książkach pisać w inny sposób.
Bardzo się cieszę, że kolejna książka Kuncewiczowej nie rozczarowała Cię.
Lirael - o rozczarowaniu mowy być nie może ;)
UsuńA jeszcze co do cytatów - w książce mam pozaznaczane tak wiele fragmentów, że trudno mi było wybrać najciekawsze. Np. piękny jest także opis Anglii otulonej "w swój prastary, szczęśliwy, równomierny czas
(...)utkany z innych rytmów, z innej przeszłości, z innych przepowiedni. Czas o innym zapachu".
Wiem, że taki poetyckie porównania nie wszystkim przypadają do gustu, mnie natomiast bardzo :)
Ja je wręcz uwielbiam! :) Też sobie sporo fragmentów zaznaczyłam w "Przeźroczach". Cytat o Anglii po prostu piękny.
UsuńPrzez myśl by mi nie przeszło by zainteresować się panią Marią i jej pisarstwem, ale Ty wiesz jak stan rzeczy u mnie zmienić. :)
OdpowiedzUsuńEwo - wiesz, gdyby nie Lirael też pewnie długo jeszcze ta pisarka gdzieś by mi umykała. Kuncewiczowa należy do pisarek dziś już coraz bardziej zapominanych, a wielka szkoda. Dobrze, że Lirael ocala od zapomnienia takie perełki :)
UsuńBardzo mnie zaintrygowałaś chętnie sięgnę ;) Jak to dobrze, znowu zawitać do blogowego świata, od razu jakieś ciekawe pozycje wpadają ;)
OdpowiedzUsuńCatalino - witaj z powrotem w blogowym świecie ;)
UsuńJa również z przyjemnością poznam bliżej prozę pani Marii - wielka strata dla mnie, że do tej pory jakoś mi umykała:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Isadoro - tak jak pisałam wcześniej - w każdej chwili można tę stratę nadrobić :)
UsuńPozdrawiam!
Czytam właśnie Przezrocza. Już od pierwszej strony wsiąkłam w atmosferę książki. Wydaje mi się zbliżona do atmosfery Kluczy, które także chętnie przeczytam. Poza wszystkim innym są tu podróże. Uwielbiam czytać o wrażeniach z poznawania rożnych miejsc i ludzi. A to wypieranie wojny z myśli- jakież to naturalne. Zamykanie oczu nie powoduje, że coś znika, ale pozwala dłużej zachować równowagę, bo złe wiadomości zawsze nas w końcu dopadną i może nie trzeba im wychodzić naprzeciw. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń"Przezrocza" i mnie kuszą okrutnie :) Tak jak Gosiu napisałaś - atmosfera obydwu książek wydaje się być podobna, do tego są podróże - z tą różnicą, że w Kluczach podróżowanie jest wymuszone przez sytuację, myśli podróżników ciągle wędrują w stronę Polski. Natomiast w Przezroczach - jest już tylko sama przyjemność podróżowania :)
UsuńJa właśnie czekam teraz na "Don Kichote i niańki", efekt podróży Kuncewiczowej do Hiszpanii. Chcę oderwać się trochę od wojennej tematyki. Na dniach książka powinna przyjść, więc zdam z niej relację ;)
Marzec upływa nieubłaganie, już półmetek.
dfvfggbvfdhg
OdpowiedzUsuńشركة عزل اسطح بالاحساء
rsdfgdghbfjgckm
OdpowiedzUsuńشركة عزل اسطح بالاحساء