Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura iberoamerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura iberoamerykańska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2011

Dom z papieru - Carlos Maria Dominguez

  


  


  

  Słowo pisane może być niebezpieczne. Literatura może zabić. Zbytnia miłość do epiki może doprowadzić do dramatu. Książki mogą stać się fetyszem, obsesją i absolutnym centrum życia.



Takie złowieszczo brzmiące przestrogi serwuje nam C.M. Dominguez w swojej, na pierwszy rzut oka niepozornie wyglądającej opowiastce. I aby to potwierdzić od razu wciela słowa w czyn - książkę zaczyna od uśmiercenia Blumy Leon, profesor literatury na uniwersytecie Cambridge, która tak zatopiła się lekturze "Poezji" Emily Dickinson, że nieopatrznie znalazła się pod kołami rozpędzonego samochodu. Jej uniwersytecki kolega, mający zastąpić ją na wydziale, kilka dni po jej śmierci otrzymuje wielce zagadkową przesyłkę - jest w niej książka, "Smuga cienia" Josepha Conrada. Co jest najbardziej zaskakujące - książka pobrudzona i pozlepiana zaschniętymi grudkami cementu , na pierwszej stronie zawiera dedykację Blumy dla właściciela egzemplarza, a podpis wskazuje, że przesyłkę nadano z Monterrey w odległym Urugwaju. Niesamowicie zaintrygowany otrzymaną przesyłką po kilku dniach postanawia wyruszyć tropem nadawcy.

  "Dom z papieru" to przypowiastka z lekka filozoficzna. Jak wyznał w jednym z wywiadów sam autor - stworzył tę historię po to, aby udowodnić swoja teorię, że książki mogą i potrafią zmieniać życie tych, którzy je czytają, zarówno w sensie dosłownym jak i metaforycznym, ale również to czytelnicy mają wpływ na losy swoich książek. Rzecz niby banalna i każdemu doskonale wiadoma, ale autor ubrał ją w ładnie opowiedzianą historię, do tego zaprawił szczyptą własnej erudycji podszytą głębszym znaczeniem, a dzięki prostocie zastosowanych środków wyszła mu rzecz całkiem strawna.
  Każdy, kto kocha książki znajdzie tutaj dla siebie coś ciekawego - czasami rozpozna siebie w tym, jak trudno jest mu rozstać się z którymkolwiek tomem ze swego księgozbioru; jak ulubione książki stają się częścią nas samych; jak chętnie buszujemy po księgozbiorach innych ludzi w poszukiwaniu smakowitych kąsków, o których jeszcze nie słyszeliśmy, a które warto mieć i przeczytać; jak książki zaczynają wypełniać naszą przestrzeń i zaczynamy podporządkowywać im nawet urządzenie mieszkania, po to, aby wyeksponować swoje skarby i zmieścić ich na półkach jak najwięcej. Ale warto przy tym wszystkim pamiętać o zdrowym rozsądku i o tym, aby nie dać się zwariować. Bo jak wskazuje historia jednego z bohaterów - od miłości do szaleństwa tylko krok, można nawet nie zauważyć, kiedy granica została przekroczona.

   Moją uwagę przykuła bardzo gustowna oprawa graficzna książki - piękna okładka fakturą przypominająca papier czerpany i bardzo ładnie komponująca się z treścią reprodukcja "Księgarza" Giuseppe Arcimboldiego, a także grube kartki w przyjemnym dla oka kolorze écru .

  Polecam miłośnikom książek, prawdziwym "Molom Książkowym" którzy kochają swoje wymarzone i wypieszczone księgozbiory, życząc jednocześnie (oczywiście także i sobie), aby przy poznawaniu "mocy słowa" fikcja nie zaplątała się w nasze życie i aby książki, jeśli już mają nas zmieniać , zawsze czyniły to w dobry sposób.


_______________________


"Księgarz" autorstwa Giuseppe Arcimboldiego.






_____________________

Carlos Maria Dominguez

"Dom z papieru"

Świat Książki, Warszawa 2005. Str.111


______________________

wtorek, 28 czerwca 2011

Lampa Aladyna - Luis Sepúlveda














  Zatrzymane w kadrze, ocalone od niepamięci, na przekór zapomnieniu. Takie właśnie są opowiadania Luisa Sepúlvedy ze zbioru zatytułowanego „Lampa Aladyna”, który ukazał się niedawno nakładem wydawnictwa Noir Sur Blanc.


  Patagonia, Hamburg, duch Kawafisa unoszący się nad wspaniałą Aleksandrią, kobiety, tułacze pozbawieni swojego miejsca na ziemi, palestyński sprzedawca, który schodzi na ląd w Puerto Eden, Antonio Jose Bolivar - wygnaniec z ziemi Shuarów, który lubił czytać romanse – to tylko niektóre miejsca i postaci, jakie spotkamy w naszej wspólnej wędrówce i podróży w głąb pamięci, przemieszczając się wraz z autorem pomiędzy prawdą a fikcją.

  W dwunastu bardzo zróżnicowanych zarówno pod względem treści, formy, objętości jak i stylu opowiadaniach, które śmiało określić możemy powieściami w miniaturze, Sepúlveda wskrzesza swoich dawnych bohaterów, a zarazem ukazuje nam całe bogate spektrum  twórczości. Jest to prawdziwa podróż w krainę wspomnień pisarza, w której postaci z jego życia szepczą nam do ucha swoje historie, a nad wszystkim unosi się uczucie nostalgii, zadumy i opuszczenia, oddane z tak charakterystyczną dla twórczości tego chilijskiego autora dokładnością i drobiazgowością.

  Prostota i wyrafinowanie – te dwa słowa nie wykluczają się wzajemnie, gdy mówimy o twórczości Luisa Sepúlvedy. Jego opowiadania są łatwe w odbiorze, nieskomplikowane językowo, a zarazem tak pełne elegancji, znaczeń, szlachetności.
„Lampę Aladyna” śmiało można polecić każdemu czytelnikowi – temu, który zawarł już bliższą znajomość z twórczością chilijskiego pisarza – bo zazna niewiarygodnej przyjemności obcowania z tym, do czego przyzwyczaił nas ten autor. A czytelnik otwierający dopiero skrzynię ze skarbami wspomnień Sepúlvedy będzie miał wspaniały powód, by sięgnąć po inne jego teksty.

Autor zaprasza nas do podążenia za nim w sfery
poza czasem i przestrzenią, tam, gdzie morze łączy się z lądem, w owej nieuniknionej ojczyźnie żywych i umarłych [cyt. str. 62]

 Naprawdę warto tam podążyć wraz z nim.

_______________

Luis Sepúlveda

"Lampa Aladyna i inne opowiadania na przekór niepamięci"

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc, 2011 rok


________________

sobota, 7 maja 2011

Historia Alejandra Mayty










 „Rewolucja jest jak rower, jeśli się nie porusza do przodu – upada”. Tak zwykł mawiać Che Guevara. I myślę, że stwierdzenie takie może stać się mottem mojej recenzji powieści „Historia Alejandra Mayty”, napisanej przez Mario Vargasa Llosę w 1984 roku, a wydanej kolejny już raz w Polsce, tym razem przez Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”.

Sam Llosa powiedział, że jest to „najbardziej literacka ze wszystkich powieści, jakie napisałem”. Myślę również, ze bardzo wiele w niej wątków autobiograficznych a autor bardzo utożsamia się ze swoim dziełem.

„Historia Alexandra Mayty” prezentuje koleje losu tytułowego bohatera, Peruwiańczyka – jego dzieciństwa, młodości, ale głównie skupia się na politycznym aspekcie okresu życia, kiedy to Mayta z gorliwego katolika przeobraża się w buntownika, aktywnego rewolucjonistę i trockistę. Splot wszystkich wydarzeń w roku 1958 doprowadza go do małej wioski w Andach, która ma dać początek wielkim zmianom, a w mrzonkach Mayty wybuchnąć ma tutaj rewolucja, która poderwie cały naród peruwiański do walki z wyzyskiem i nierównością klasową, nastąpić ma czas dochodzenia swoich praw. Coś pójdzie jednak nie tak…

Autor po dwudziestu pięciu latach próbuje odtworzyć wszystko to, co działo się z Maytą w owym okresie, prowadzi swego rodzaju śledztwo, spotyka się ze świadkami tamtych wydarzeń, zbiera splątane dane, wysłuchuje często sprzecznych ze sobą relacji, co sprawia, że ma ogromne trudności w odtworzeniu życia swojego bohatera oraz w poukładaniu wydarzeń we właściwej kolejności. Dzięki temu zabiegowi mamy tutaj nie tylko jedną historię, ale każde miejsce, gdzie udaje się narrator, każdy człowiek, z którym rozmawia, każda opowieść, jaką słyszy to odrębna historia, która wnosi coś nowego. Fakty, osoby, miejsca, niektóre sprzeczne, wykluczające się wzajemnie.

I chociaż, mimo, że narrator stwierdza, że:
„ każde świadectwo, jakie udaje mi się zdobyć, zarówno fałszywe, jak i prawdziwe, bardzo mi się przydaje (…) W relacjach tego typu nie interesuje mnie zgodność z prawdą, lecz siła sugestii, pomysły, jakie się mi podsuwa, kolor i dramatyzm” [ cyt. str. 107]*

 jednak czai się powątpiewanie, czy wszystko to jest w stanie przybliżyć nas do prawdy? Stąd bierze się frustracja autora, udzielająca się także czytelnikowi.

Bo jednak okazuje się, że
 
„Gdy podejmuje się trud odtworzenia jakiegoś zdarzenia na podstawie rozmaitych świadectw, człowiek uczy się, że wszystkie historie są opowieściami złożonymi z prawdy i kłamstwa” [ cyt. str. 125]

Powieść „Historia Alexandra Mayty” to także, oprócz głównego nurtu, rozważania na przeróżne tematy – nad historią Peru ( głównie dotyczącą walki niepodległościowej w tym kraju, problemami państwa będącego ciągle pod zniewoleniem, a jednocześnie nie bardzo potrafiącemu wydobyć się z marazmu i przedsięwziąć jakieś kroki), ale także nad lojalnością, przyjaźnią, polityką, społeczeństwem, oraz nad przemocą – zarówno tą moralną jak i fizyczną.

To powieść o podwójnej narracji ( kolokwialnie mówiąc „powieść w powieści”), z licznymi i niespodziewanymi retrospekcjami, przeszłość i przyszłość przeplatają się ze sobą a jednocześnie łączą w jedno, dlatego podczas czytania cały czas musimy się pilnować, bo nagle i bez ostrzeżenia to samo zdanie zaczyna się w przeszłości, by zostać zakończone w czasie teraźniejszym. Autor genialnie "żongluje" tutaj stylami, czasami i osobami narracji. To może sprawiać na początku trochę trudności, ale w miarę zagłębiania się lekturze zaczynamy podążać za tokiem myślenia narratora i już w porę wychwytujemy wszelkie zmiany czasowe.

Przemyślenia po lekturze tej książki pozostawiają czytelnika w dosyć smutnym poczuciu marazmu, niemocy, bezsensowności wszelkich działań. Sfrustrowany główny bohater, o którym nawet on sam nie jest w stanie powiedzieć kilku pewnych faktów, gubi się w gąszczu informacji i tak naprawdę nic nie jest do końca pewne. Wypada zakończyć słowami samego autora:
"Jak zagadkowe i nieprzewidywalne są skutki wydarzeń, jak zagmatwana jest osnowa przyczyn, skutków i przypadków, które składają się na historię człowieka"[ cyt. str. 174]

Polecam wszystkim lubiącym dobrą prozę, oryginalny, niebanalny sposób narracji a także poszukiwaczom wartych zapamiętania i zanotowania cytatów, w tej książce jest ich naprawdę wiele.
___________________
* Cytaty pochodzą z :

Mario Vargas Llosa


"Historia Alejandra Mayty"


Data polskiego wydania: kwiecień 2011


Nr ISBN: 978-83-240-1426-2

____________________

sobota, 9 kwietnia 2011

Psychodeliczna podróż z aniołem



  Ernesto Sábato znają wszyscy wielbiciele dwudziestowiecznej literatury krajów Ameryki Łacińskiej. Ten argentyński pisarz, eseista, pracownik naukowy, posiadający tytuł profesora fizyki opisywał siebie jako liberalistę, podczas gdy wielu ówczesnych pisarzy argentyńskich było socjalistami. Był zagorzałym wrogiem dyktatora Juana Perona i całego ustroju panującego w Argentynie końca lat 70.
Powieść „Abaddon – Anioł Zagłady” opublikował Sábato w 1974 roku, kiedy to nad Argentyną zawisała powoli złowieszcza, czarna chmura w postaci Perona i krwawych rządów junty, dlatego autor przeczuwał już wtedy, że należy uderzyć w apokaliptyczne tony.

Abaddon – opisany w Apokalipsie św. Jana w wizji piątej trąby anioł przepaści, który wyłania się z otchłani jako książę czeluści piekielnych. W okultyzmie jest to imię uosabiające sobą wszelkie zło, utożsamiany z aniołem śmierci Samaelem. W powieści Sabato jeden z bohaterów w pijanym widzie dostrzega takiego anioła z Apokalipsy, co jest utożsamiane i odczytywane jako zbliżanie się dni terroru, zagłady, niejako antycypowanie przez autora wydarzeń późniejszych, które faktycznie miały miejsce. 

 Powieść „Abaddon – Anioł Zagłady” to zamknięcie całego cyklu złożonego z „Tunelu” oraz „O bohaterach i grobach”. Oczywiście, może być czytana bez znajomości pozostałych dwóch tomów, ale niewątpliwie zapoznanie się z poprzednimi częściami przyczyni się do lepszego wniknięcia w historię, zwłaszcza odniesienia do pewnych osób,  zdarzeń, które powracają tutaj często. Nie mniej jednak – nic nie stanie się, jeśli sięgniemy po książkę bez wcześniejszego „podkładu” dzieł poprzednich. Tym bardziej, że ostatnia część trylogii zawiera w sobie tak wielkie pomieszanie gatunków, konwencji, elementy fantastyczne przenikają się z rzeczywistością, historia splata się z czasem teraźniejszym, bohaterowie nie pojawiają się w chronologicznej kolejności a sama książka przypomina bardziej luźny notatnik pisarza niż powieść. W owym „notatniku” zapisane jest mnóstwo faktów, ciekawostek, wspomnień autora, rozważań politycznych, wywiadów, dialogów oderwanych od treści a podejmujących najrozmaitsze tematy. Autor czerpał pełnymi garściami zarówno z bogatego dorobku literatury iberoamerykańskiej, z własnych doświadczeń oraz historycznych wydarzeń i politycznych kontekstów. To  wszystko sprawia, że bardzo bogata symbolika otwiera przed czytelnikiem wiele możliwości interpretacji, odczytywania, a także wielokrotnego powracania i odkrywania na nowo wybranych fragmentów. 

 Powieści Ernesto  Sábato mają swój specyficzny klimat - są zawsze złowieszcze, przepowiadają apokaliptyczne wydarzenia, a  ich karty zaludniają  pesymiści, cynicy, szaleńcy, osobowości neurotyczne. Proza  Sábato  jest trudna, wymagająca od czytelnika maksymalnego zaangażowania, zawsze pozostawiająca  swój wewnętrzny ślad. Myślę, że wielbicielom tego rodzaju literatury nie trzeba zbytnich słów zachęty, ale  nawet jeśli nie pociąga nas zbytnio ten gatunek, może warto skusić się czasami na taką psychodeliczną wędrówkę w głąb ludzkich myśli, wyobrażeń. Ja się skusiłam. I wyszłam bogatsza o nowe literackie doświadczenia.  

_____________________

Ernesto Sábato
"Abaddon - Anioł Zagłady"


____________________